sobota, 26 lutego 2011

Spokojnie, to tylko dziennikarska prowokacja

Błazenada, wygłup, tania sensacja... Piękna zabawa, odważny krok, wartościowa inicjatywa... Jak rozumieć dziennikarską prowokację?

Dziennikarz ma dużą swobodę w zdobywaniu informacji. Stąd imperatyw odpowiedzialności za ich rzetelność i prawdziwość. Czy z tym wymogiem da się pogodzić praktykę dziennikarskiej prowokacji, polegającej na "podstępnym nakłanianiu do działania mającego szkodliwe skutki dla jakiejś osoby, grupy lub organizacji społecznej"?

Udana prowokacja zaczyna się od dobrego pomysłu. Inspiracją są na przykład wydarzenia polityczne, społeczne i obyczajowe. Były minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel po telefonie dziennikarza "Faktu" podszywającego się pod księdza przysłał służbowy samochód po o. Tadeusza Rydzyka. Jerzy Urban zorganizował bankiet w ambasadzie afrykańskiego państwa, którego... nie ma na mapie.

TVN i "Rzeczpospolita" wykorzystując informację, że jeden z domów aukcyjnych nie sprawdza autentyczności sprzedawanych obrazów, wystawili na licytację i sprzedali rzekomo prawdziwy obraz Franciszka Starowieyskiego. Prowokacja TVN-u w starachowickim Constarze pokazała skandaliczne warunki sanitarne i "przygotowywanie" do sprzedaży nieświeżej żywności.

Prowokacja jako ostateczność

Dziennikarze zwykle wykorzystują prowokację, gdy nie ma innych środków udowodnienia nieprawidłowości - na przykład, kiedy nie ma żadnych szans na autoryzowaną wypowiedź czy dokument potwierdzający łamanie prawa. Prowokacja jest szczególnie kusząca dla dziennikarzy telewizyjnych kiedy ukryta kamera pokazuje przestępstwo. A zobaczyć, to przecież uwierzyć. Zawsze jednak brany jest pod uwagę interes społeczny.

Decyzję o prowokacji poprzedza analiza sytuacji i dyskusja na kolegium redakcyjnym. Zyski z ujawnienia prawdy muszą przeważać nad ewentualnymi szkodami wywołanymi przez jej zastosowanie.

Niestety dziennikarska prowokacja jest nadużywana i nie poddana wystarczającej kontroli. Wykorzystywanie prowokacji do udowodniania spraw banalnych obniża jej wartość. Nieprzemyślane sztuczki brukowców mogą utrudnić dziennikarzom dostęp do informacji i zmniejszyć wiarygodność wiadomości.

Warto przypomnieć co mówi o prowokacji "Kodeks dobrych praktyk wydawców prasy" [3.2.12]:

"Prowokacja dziennikarska może być przeprowadzona tylko wtedy, gdy przemawia za tym ważny interes publiczny, a nieskuteczne okażą się lub mogą się okazać inne środki dziennikarskie i tylko za wiedzą redaktora naczelnego. Jeżeli dziennikarska prowokacja może zagrozić czyjemuś życiu lub zdrowiu, wskazane jest jej prowadzenie za wiedzą policji lub prokuratury."

Ryzykowna prowokacja

Prowokacja może być niebezpieczna dla dziennikarza. W 1995 roku dziennikarz "Super Expressu" kupił 4,5 kg trotylu od... policjantów z grupy antyterrorystycznej na warszawskim Okęciu. Trotyl przewieziono do redakcji na konferencję prasową, która jednak się nie odbyła, bo do siedziby dziennika wkroczyła policja i skonfiskowała materiał wybuchowy.

Prokurator nie mógł darować szefom "Super Expressu" tego, że dziennikarze nie chcieli oddać policji trotylu i nie ujawnili, kto i od kogo kupił materiał wybuchowy. Sprawa została umorzona dopiero po 9 latach.

O prowokacji zawsze musi wiedzieć szef redakcji, bo tylko on może ratować dziennikarza, który wpadnie w tarapaty. Prowokacja nie powinna służyć ośmieszeniu, ale ujawnieniu złych mechanizmów. Celem dziennikarzy uczestniczących w prowokacji musi być ujawnienie pełnej prawdy o nieprawidłowościach i motywach ludzi, którzy za tym stoją.

Prowokacja musi mieć zrozumiały cel społeczny i powinna pokazać sposób naprawy nagannego zachowania lub wadliwej sytuacji. Nigdy nie może wywoływać fizycznego zagrożenia dla ludzi.

Prowokacja bez legitymacji

Kiedy pracowałem jako dziennikarz często docierałem do źródeł nie ujawniając swojego zawodu. Gdybym próbował wymachiwać przed nosem dziennikarską legitymacją, nie zdobyłbym wielu cennych informacji.

Co jest gorsze – pokazanie opinii publicznej jak polityk z pierwszych stron gazet dobiera się do zakazanych konfitur czy dziennikarski wybieg, który umożliwia publikację demaskatorskiego artykułu?

Czy można znaleźć prawdę kiedy już na początku się od niej ucieka? Czy znasz ciekawą historię o dziennikarskiej prowokacji, która pomoże znaleźć odpowiedź na to pytanie? Napisz o tym w komentarzu.

1. Aktualizacja [25.09.2016] "Rafał Betlejewski przeprasza za „Prowokacje” w TTV z ofertami przestępczej pracy".

2. Aktualizacja [12.01.2017] "Nieudana prowokacja dziennikarki: udawała urzędniczkę MSWiA, żeby podwieźli ją policjanci, stanie przed sądem".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Kontakt

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *